---->Polski serwis internetowy - Edyta Bartosiewicz-kobieta-matka-gwiazda <---- Autor: Kamil Kochn

 
 -home
 -biografia
 -albumy
 -projekty
 -newsy
 -galeria
 -multimedia
 -wywiady
 -recenzje
 -relacje
 -kalendarz
 -chwyty
 -sonda
 -humor
 -teksty
 -forum
 -virtual edi
 -twój głos
 -fan-club's
 -fc XXI wiek
 -formularz
 -linkownia
 -banery
 -english
 -księga gości
 -o stronie
 -kontakt
 -autor
 -info

Zagłosuj ! ! !

Jeżeli możesz kliknij poniżej-oddasz swój głos na stronkę...
Wystarczy jedno kliknięcie



 

 

 :: Teksty z albumów ::


TEkSTY

ALBUM Dziecko

Jenny  Skłamałam  Nie znamy się  Moja ulubiona pora roku  Dziecko
Boogie  Coś zmieniło się  Na krawędzi Wśród pachnących magnolii
Nie jak przyjaciel  Słyszę jak mnie wzywasz  Dobrze nam


Jenny

Odkąd sięgam pamięcią zawsze było coś nie tak W niełasce w ciągłym nieszczęściu los bił na oślep

Szybko przestałam być dzieckiem  Czy choć przez chwilę byłam nim I naprawdę nic co ludzkie mi obce nie jest Zabawne jakie rzeczy potrafią czasem do głowy przyjść A ja za dużo widzę zbyt mocno czuję

Jenny mam na imię Jenny Może to coś zmieni Gdy już wiesz Dziwnie rozpalona Jenny Co w jej głowie siedzi Wiem tylko ja

Już w szkole ciągle pytali Czy ze mną wszystko w porządku jest Gdyby tylko wiedzieli znali prawdę A ja wierzę że to co robię ma sens Bo czasem lepiej odejść od zmysłów By nie zwariować

Jenny mam na imię Jenny Może to coś zmieni Gdy już wiesz Dziwnie rozpalona Jenny Co w jej głowie siedzi Wiem tylko ja

Powrót na początek

Skłamałam

Skłamałam skłamałam Z palca wyssałam Skłamałam od tak całkiem niewinnie Byś chwilę był mój byś tylko był przy mnie

Nie dowiesz nie dowiesz nigdy się Co prawdą co prawdą a co kłamstwem jest

I nim cokolwiek teraz ci powiem Najpewniej znowu zmyśliłam to sobie

Bezczelnie znów kręcę Skruszona nie jestem

O nie w ogóle nie czuję się winna Nie byłabym sobą gdy byłabym inna Nie byłabym sobą Nie byłabym?

Nie dowiesz nie dowiesz nigdy się Co prawdą co prawdą a co kłamstwem jest Już sama w swych kłamstwach gubię się

Nie liczę się z nikim Niczego nie wstydzę

Kłamstw kto kłamstw raz nauczony jest Kłamstwem kłamstwem ma skażoną krew Na kłamstwie swoje życie budować chce

Skłamałam skłamałam

Powrót na początek

Nie Znamy Się

Nie znamy się my jeszcze się nie znamy Choć dzieli nas szerokość naszych ramion Zamknięci tak w swych twierdzach samotniach Przez ścianę

Teraz gdy nie możesz w nocy spać Teraz gdy przez ścianę słyszę twój przyspieszony oddech Teraz kiedy przyszłam na twój świat Możesz zawsze do mnie wpaść

To może dziś zajrzyj o piątej Przerwijmy już to straszne milczenie Herbatę podam w różowej porcelanie Jeśli to w ogóle ma jakieś znaczenie

Teraz gdy nie możesz w nocy spać Teraz gdy przez ścianę słyszę twój przyspieszony oddech Teraz kiedy przyszłam na twój świat Możesz zawsze do mnie wpaść

Powrót na początek

Moja Ulubiona Pora Roku

Nie szukaj mnie Odeszłam gdy pola przykrył pierwszy śnieg Skrzydłami Muskam nieskażoną oceanu biel Labirynt dróg Za mną kryształowe korytarze Zgubna jest I podstępna zbawiennych drogowskazów treść

Nasz dom Bez drzwi bez okien zasnął By w śnie zimowym wiecznie trwać Nasz dom Wielkie sople jak łzy Uczepione z lodu ścian Nasz dom Wszystko dawno zastygło W mlecznym szkle Nasz dom Jestem jestem jestem Daleko stąd

Nie szukaj mnie Podążam tylko sobie znanym szlakiem Siarczysty mróz Stał się mym sprzymierzeńcem moim bratem To przecież jest  Moja ulubiona pora roku Nie szukaj mnie Zgubna drogowskazów treść

Nasz dom Bez drzwi bez okien zasnął By w śnie zimowym wiecznie trwać Nasz dom Wielkie sople jak łzy Uczepione z lodu ścian Nasz dom Wszystko dawno zastygło W mlecznym szkle Dom Jestem jestem jestem Daleko stąd

Powrót na początek

Dziecko

Tuż przed południem spotkałam go w parku Zgarbiony z zimna drżał Resztkami chleba karmił łabędzie I zdawał się mówić mi tak Oh dziecko gdybyś przeżyła tyle co ja

Patrzyłam na niego jak rozciera swe ręce I szybciej tętniła mi skroń I przyszło mi na myśl że przecież nic nie wiem  O ludziach takich jak on Oh dziecko gdybyś przeżyła tyle co ja

Wczoraj widziałam jak tłum gapiów gęstniał Pomóc nie mógł już nikt Spokojne miał rysy gdy przy nim uklękłam Płakałam tak bliski mi był Oh dziecko gdybyś przeżyła tyle co ja

Teraz płynie niezwykłym zaprzęgiem Do nieba wiezie go Sześć par łabędzi Ostatni mu oddaje hołd

Powrót na początek

Boogie Czyli Zemsta Słodka Jest

Nie próbuj nie Oszukać mnie Marny Twój los Gdy dowiem się

Zemsta la la la Słodka la la la jest

Przyglądam się I twój każdy krok Jak na dłoni mej Nie próbuj więc

Zemsta la la la Słodka la la la jest

Zniosę ból i wstyd Gdy w oczy powiesz mi Za plecami się nie skradaj Nie radzę Ci

Zemsta la la la Słodka la la la jest

Sam sobie kopiesz grób Na żaden nie licz cud I gdy teraz lecisz samolotem Ziemia spod twoich stóp
 Ziemia la la la usuwa la la la się Ziemia la la la usuwa la la la się La la la la... Uh zemsta słodka jest

Powrót na początek

Coś Zmieniło Się?

Coś zmieniło się nie umiem znaleźć słów I tak jak dawniej nie będzie nigdy już

I nie znałam siebie spokojnej tak Bez odważnych słów bez wiecznych walk Wzburzona krew płynie teraz łagodniej I to co wcześniej z powiek spędzało sen Targało mną, bolało mnie... Dziś mogę mówić o tym spokojnie Oh

Tak nagle z dnia na dzień Nie tęsknię do tamtych chwil Tak pusto we mnie Nic nie zostało mi

I nie byłam nigdy spokojna tak Pewna swoich słów dziś pewność mam Że skończyło się Skończyło się coś na dobre I nie wiem czy naprawdę tego chcę Nie targa mną niech boli mnie Może wcale nie chcę żyć spokojnie... Oh

Przeżyjmy jeszcze jeden dzień Przeżyjmy jeszcze jeden dzień Przeżyjmy jeszcze taki dzień wśród zwykłych dni Przeżyjmy jeszcze jeden dzień Jeszcze jeden taki dzień Przeżyjmy jeszcze taki dzień A potem już nic...

Powrót na początek

Na Krawędzi

Jestem jak każdy inny człowiek Czasem swych błędów nieświadoma Przychodzę swym ciepłem się podzielić Zostawiam zgliszcza


Czy mógłbyś dla mnie znaleźć czas Porozmawiać Tak łatwo myślom złym dać się zwieść Czy mógłbyś do swej piersi przytulić mnie Wytłumaczyć Nie karcić wzrokiem swym Nie winić mnie

Jestem jak jeden czuły nerw Nie mów że z tobą jest inaczej Żyję na ostrzu na krawędzi Czasem płaczę

Czy mógłbyś dla mnie znaleźć czas Porozmawiać Tak łatwo myślom złym dać się zwieść Czy mógłbyś do swej piersi przytulić mnie Wytłumaczyć Nie karcić wzrokiem swym Nie winić mnie

 

Powrót na początek

 

Wśród Pachnących Magnolii

Ziemia zadrżała od siły cyklonu Niech ktoś inny przejmie kontrolę teraz Od posad ciągnie zgniłą wilgocią Ciężkie powietrze sunie tyralierą Krach Czuję krach

Nigdy nie byłam aż tak bardzo zmęczona Nie chciałam nigdy zmęczeniu ulec Ostatnim zawsze było moje słowo A tu ni stąd ni zowąd padł na mnie blady Strach I mówię tak

Niepotrzebne mi serce Niepotrzebna mi głowa Wśród pachnących magnolii me ciało złóż

Pejzaż jak widzisz całkiem już zmieniony Burza nie patrzy burza nie wybiera Przeciwko mnie sprzysięgły się żywioły Niech ktoś inny przejmie kontrolę teraz Krach Czuję krach Nie Ty się nie martw to Ciebie nie dotyczy To moich intymnych doznań sfera To moja prywatna katastrofa Niech ktoś inny przejmie kontrolę teraz I mówię tak

Niepotrzebne mi serce Niepotrzebna mi głowa Wśród pachnących magnolii me ciało złóż Niepotrzebne mi już Niepotrzebne sumienie Nie chcę niczego żałować Niech ktoś inny kontrolę przejmie już

Wśród pachnących magnolii proszę Umęczone me ciało złóż Niech ktoś inny kontrolę przejmie już

Powrót na początek

Nie Jak Przyjaciel

Przepraszam że nie było mnie Że przepadł po mnie ślad Wiem miałeś kilka ciężkich chwil Przybyło świeżych ran Wybacz mi

Przepraszam że nie chciałam patrzeć Na twą zmęczoną twarz Nie jak przyjaciel lecz jak tchórz Chowałam głowę w piach Wybacz mi

Przepraszam że dopiero teraz Dopiero teraz zrozumiałam Gdy sama tracę resztki sił I nie stoi przy mnie nikt Wybacz mi

Powrót na początek

Słyszę Jak Mnie Wzywasz

Jest w tym jakaś niezwykła moc Niepowtarzalnie potężna siła Gdy dzielą nas tysiące mil Ja słyszę jak mnie wzywasz

I gdy stoisz obok nie mówisz nic Wtulony w myśli gdzieś odpływasz Ty nie mówisz nic A ja słyszę jak mnie wzywasz

Jest w tym moc niezwykła moc Niepowtarzalnie potężna siła Gdy dzielą nas tysiące mil Ja słyszę jak mnie wzywasz

I gdy stoisz obok nie mówisz nic Wtulony w myśli gdzieś odpływasz Ty nie mówisz nic A ja słyszę jak mnie wzywasz

Mów do mnie do mnie mów Ja całą siebie zmieniam w słuch Zrozumieć chcę każde twe Westchnienie

Jest w tym moc niezwykła moc Niepowtarzalnie potężna siła Gdy dzielą nas tysiące mil Ja słyszę jak mnie wzywasz

I gdy stoisz obok nie mówisz nic Wtulony w myśli gdzieś odpływasz Ty nie mówisz nic A ja słyszę jak mnie wzywasz

A ja słyszę jak mnie wzywasz A ja słyszę jak mnie wzywasz

Powrót na początek

Dobrze Nam

Dobrze nam Zbyt dobrze by Naprawdę To działo się Tęsknię już Choć jednym wciąż Są Nasze ciała

Kochanie nie bądź na mnie zły Już muszę iść Tak Tak Tak

Dobrze nam Piekłu z rąk Wyrwanym Wydartym Z życiem skłóconym Nie chcę myśleć co byłoby Gdybyśmy się na czas  Nie spotkali

Kochanie nie bądź na mnie zły Już muszę iść Tak Tak Tak

Nikt nie zastąpi Ciebie mi Ciebie tylko mam...

 

 

  :: Powrót do - albumy- ::

 

 

 

Właścicielem i autorem serwisu jest Kamil Kochn. 
Kopiowanie, modyfikacja strony bez zezwolenia autora zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis powstał z myślą o promowaniu osoby Edyty Bartosiewicz.